wtorek, 18 grudnia 2012

Rzut w przeszłość: Do ya wanna be Tap Madl - 18 grudnia 2012

Się trochę nawkurwiałam tu i ówdzie. Okrągły tydzień pierdoliłam się z szambem. Zero picia, zero rozrywek. Hard kurwa work. Plan wykonany w 200 procentach i wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku.
Mogę świętować i świętuję. A co? Nie wolno? Wydoiłam już jedną butlę cytrynówki. Czeka kolejna. Z obowiązku obywatelskiego jednak zasiadłam do laptoka i pospiesznie donoszę, co to ja zrobiłam.
Jadwiga i Alicja (to te moje umiłowane) zostały skutecznie ukarane za swe niecne poczynania. Operacja pod kryptonimem „Królowa Jadwiga siedzi na tronie, Alicja wraca do krainy czarów” została wykonana celująco. Szczegóły operacji przedstawiam.

Otóż… Grubo myślałam nad tym, co można zrobić ukochanym koleżankom. Zabić - nie zabiję. Sama nie porwę i nie postraszę. Wynająć kolesiów można, ale trzeba im troszka zapłacić, nawet za zastraszenie takich głupich pizd. Szkoda kasy. Już byłam skłonna załatwić sprawę po dobroci i w ich tonie: „Ejj dziewczyny, czemu mówicie na mnie takie straszne rzeczy. Co wy? Nie wolno tak robić, przecież razem pracujemy. Jak nie przestaniecie, to zobaczycie…” No ale...

Babcia Wandzia zawsze mnie uczyła – CHCESZ SIĘ POZBYĆ WREDNYCH CIP, MYŚL TAK JAK ONE I UDERZAJ. Ok. Porzuciłam wszelkie skrupuły. Od planowania zgłodniałam. Udałam się do kuchni. Grzebię po szafkach i cud. Opatrzność dała znak, wypierdalając na mnie opakowania Xenny Extra i Relanium. Przypadek? Sama bym do takiego planu nie doszła.
Wybór był jasny. Alutka ostatnio jęczała, że się nie wysypia. Dom na głowie i praca w tyłek jebie. Wiadomo. Normalka. To się w końcu wyśpi. A Jadzia… A Jadzia za całokształt pracy, plotkarstwo i styl bycia posiedzi sobie na kiblu…

Jadźka zaczynała pracę najwcześniej, więc poszła na pierwszy ogień. Jeszcze zanim przystąpiłam do akcji aplikacyjnej, usunęłam wszelkie zapasy papieru toaletowego. A żeby było jeszcze śmieszniej, „pożyczyłam” od Zyty klucze do pomieszczeń socjalnych dla młodzieży i pozamykałam wszystkie kible prócz męskiego. W męskim kiblu nie ma desek, a kabiny się nie zamykają, bo mają wyrwane zamki. Toteż dodatkowo przy załatwianiu potrzeb trzeba trzymać drzwiczki.
Klucze od ekskluzywnego kibla nauczycielskiego (ekskluzywny, bo wyposażony w mydło i zamykane kabiny), które wiszą w pokoju belfrowskim dobrze ukryłam.
Nie czarujmy się, ale najtrudniejsze było podanie środka przeczyszczającego. Przecież nie podejdę do obiektu z uśmiechem i nie walnę „Czeee, chcesz spróbować nowych emenemsów?”. Tu trzeba sprytu i inteligencji. Pamiętajcie – CHCESZ ZAJEBAĆ GŁUPIĄ CIPĘ, MYŚL JAK GŁUPIA CIPA. OK.
Wzięłam te tabletki na dwa sposoby. Cztery rozjebałam na proszek, a reszta normalnie w tabsach, tyle, że w opakowaniu po witaminach. Musiałam być przewidywalna. Jeśli nie weźmie "witamin", wsypę jej proszek do kawki.
Wchodzę do pokoju nauczycielskiego. Na horyzoncie czysto, a kurwisko przy stole pije kawusię i czytuje „Party”. No to proszka jej nie sypnę do napoju, bo już pije...Więc... Więc uderzam, jak cipa w cipę. Wiecie o co chodzi?
- O bożęęę! Co Ci się stało?– Mnie, ale co, jak to? Co mi się miało stać?– Kochana, spójrz w lustro, kto cię tak potraktował?Patrzy jak na wariatkę. Mija sekunda. Mijają dwie. Jeb. Złapała. Wyciąga lusterko.
Ogląda się i rzecze:
Nic nie widzę, wszystko ok.– Jadziunia, jak ok! Chyba na oczy Ci poszło. Spójrz dobrze jaką masz cerę. Jesteś szara. A włosy… Słabe. Oj kochana sypiesz się chyba.Znowu wyciąga lusterko. Patrzy, patrzy.
- O Boże, rzeczywiście.- Nie martw się. To przejdzie. Musisz tylko łykać witaminy i się ruszać. Spójrz na mnie. Łykam takie coś (JEB opakowaniem w stół) i ruszam się dużo. Patrz jaką mam cerę i jakie włosy. Nawet nogi mi wyszczuplały. Widzisz? (macham przed nią włosami i pokazuję nogę)
Rzeczywiście. O kurczę.– Weź sobie dwie teraz i dwie za godzinę. Nieszkodliwe, a pomagają. Jeszcze dzisiaj będziesz jak nowo narodzona.Nie, dziękuję Mariola, co ty…– Chcesz być szara? Jeszcze trochę, a będziesz wyglądała jak trup. Kochana, bierz, jak dają!Patrzy trochę podejrzliwie, trochę się zastanawia. Bierze jedną. Maca, wącha. Bierze do mordy i łyka. Drugą to samo. Maca, wącha, do mordy i łyk. Wymiguję się od dalszej rozmowy, bo "dzwoni mi telefon". Wychodzę. Sprawa załatwiona, teraz tylko czekać na popuszczenie.

Potem przyszedł czas na Alicję. Jadwiga jest głupia i można jej wciskać bajki o szarej mordzie. Ona to łyka w całości. Alka to chodzący Mr. Hyde. Widzisz ją gdzieś w oddali, przed sobą... A tu z jakiejś nieznanej kurwa przyczyny pojawia się za Tobą. What the fuck?
Pamiętam jak pewnego pięknego dnia (i nie był to Dzień Idioty, Pryma Aprilis lub Halloween) nie mogła się zdecydować, którą bluzkę założyć. To wzięła dwie i zmieniała je co godzinę. Raz w czarnej, raz w białej.
Innym razem, może to specjalnie, a może jej się zapomniało, nie założyła biustonosza. A że było gorąco, to rozchylała dekolt, ile wlezie. I tak rozchylona przepytała na swoich lekcjach przy biurku wszystkich uczniów płci męskiej. A młodzi, niedoświadczeni nie wiedzieli, gdzie oczy podziać. Na marginesie dodam, że Alicja ma lat 52 i jest - teraz to się tak ładnie mówi - singielką (dawniej było stara panna lub stara rura).
Wracając do tematu. Drugiej pizdownicy miałam w planie zapodać kawę z relanium. Wjebałam do ekspresu 15 tabletek i czekałam, aż to to przylezie i sobie naleje.
Ileż się naczekałam. A ile innych pizd wypędziłam, bo kawy chciały sobie nalać. I co by było. Z jednej śpiącej królewny, zrobiłoby się dziesięć. Co ja wtedy bym poczęła z tak wielką ilością zwłok? Luśki nie było do pomocy, bo chorsza. Złapała psią grypę i zdycha w swojej budzie. Marcinka nie wtajemniczę w moje chore poczynania. Z resztą z tym chujem już pozamiatane, ale to w dalszej części.
Po trzech godzinach Alla się zjawiła. Wparowała do pokoju. Złapała kubek i leci do ekspresu na tych swoich kwadratowych obcasikach. Nalała jedną wazkę i gul do brzucha. Obserwuje ją. Co ona robi! Leje drugą i wypierdala z pokoju jak oparzona. Kretynka jak malowana. Misja na półmetku. Zadowolona udałam się na swoje lekcje.

Godzina 13.30
Alicja śpi nietypowo na swoim biurku. Nietypowo, bo się przy tym bardzo uśmiecha, mruczy i pojękuje. Domyślam się, że śniło jej się stukanko. Jebłam dziennikiem w biurko, bo chciałam sprawdzić moc tabletek, a tu nic, śpi dalej. No to ja też dalej. Wyjmuję aparat i zabawki tj. wibrator, różaniec i skręcik. I sesja proszę państwa! Jedna fotka z gumowym fiutem w ustach, druga jak się modli, trzecia ze skrętem, zapalonym of course. Po sesji udałam się do drugiej agentki.
Z męskiego kibla słychać jęki i przekleństwa. To Jadwiga. Wchodzę, a tam smród, brud i melina. Kurwa mać. Zamknęłam za sobą drzwi i otworzyłam szybko okno, bo bym się udusiła. Jadwinia zaczyna darcie gaby: Kto tam jest? Wypierdalaj stąd. Ale to już! WON WON WON!Czekam, czekam, naszykowałam sobie aparat. Liczę do 5 i jeb. Otwieram drzwi od kabiny i pstryk, zdjęcie. Jadwinia w krzyk: TO TY, TO TY SZMATO! TY DZIWKO, ZAJEBIĘ CIĘ! TY MI TO ZROBIŁAŚ, ZOBACZYSZ KURWA, ZOBACZYSZ, ZARAZ WSTANĘ I ZAPŁACISZ MI ZA TO!Nie wstała, ale kurwa mać, do tej pory dzwoni mi w uszach. Głos ma, wyimaginujcie sobie, jak żaba połączona z gęsią. Coś jak Senyszyn razy 100. Straszna jest. Współczuję jej uczniom.
Dałam jej z liścia, bo by tak się darła jeszcze przez godzinę. Usłyszy ktoś i przypełznie, a rozgłos jest w takich misjach zbędny.
Ona do mnie z mordą, a ja kulturalnie: Słuchaj pizdo, jeżeli jeszcze raz dyro wezwie mnie do siebie i zacznie opierdalać, tak wiedz, że będziesz musiała zainwestować w perukę, bo łeb ogolę ci na łyso. A jeżeli to Cię nie przekonuje, to wiedz, że kurwa obie wyszłyście na zdjęciach bardzo hipnotajzin i bardzo chciałabym się tymi fociszami podzielić z innymi. Wszędzie wpierdziele. To jak będzie? Chcecie być królowymi fejsbuczka?

Cisza. Myśli, a raczej coś tam składa we łbie do kupy. Po chwili – Ok, ale przynieś papier.I powiem Wam, że dziś wtorek, a jeszcze mnie Dyro do siebie nie prosił. A i te suki coraz milsze.

Pijmy za wolność, Waszą i naszą!

Brak komentarzy: