Lubi mi prezent przysłać na Walę-tynki, Boże Narodzenie, Dzień Kobiet, Dzień Miłości, Dzień Całowania, Międzynarodowy Dzień Pizzy, Dzień Bez Prezerwatywy, Dzień Z Prezerwatywą i inne beznadziejne święta, o których pojęcia nie mam, a on pojęcie ma i tak przysyła lub wręcza osobiście kartki, kwiatki, czekoladki. Dobrze, że bez matki.
Stoję na ulicy i słyszę głos - jak w reklamie ibupromu max albo apapu, nieważne - Mariola, masz dwie drogi: Idź na długie zakupy, odreaguj na manekinach... albo... ściśnij go za jaja i pokaż gdzie piździelców miejsce. Nie miałam sił i potrzeb ściskać go za jaja czy też za gardło. Nie dzisiaj. Przy następnej okazji.
No to poszłam na shopping do warzywniaka...
Właścicielką warzywniaka jest Baśka, młodsza(kole trzydziestki), ale tak samo harda i niezależna kobiecina jak nasza czwórka. I wypić też lubi, toteż pomyślałam, że da mi schronienie w sklepie dopóki Piździelec nie skończy patrolu.
Ledwo się przywitałam, a za mną już następny klient. Właściwie klientka. Zmierzyłam ją wzrokiem. Na skórze czekoladka, włosy czorny tapir, złota kurteczka, białe spodnie z jakimś futerkiem i botki w zeberkę. Moda z górnej półki, nie dla mas - myślę sobie. Rozgościłam się na zapleczu, a Baśka mi na ucho szepta - Masz dyktafon? Masz dyktafon w komórze? Weź ją nagraj, jej teksty czasami lepsze niż gandzia o zachodzie słońca.
No i nagrałam. Cytuję:
Halo, Asiu, czy Ty masz mój zeszyt z przepisami?... No kurwa, ja się chyba pochlastam żyletką... Wiesz chciałabym zrobić faszerowane kabaczki z sosikiem, no ale nie znam przepisu, a wszystko było w tych zeszytach.... Ja Ci zaglądam do szuflady, miałam trzy zakurwiście dobre zeszyty z przepisami, i... i tak, nie mam żadnego... Masz?... Masz! Super! Zajebiście super. Wrzuć mi go do skrzynki na... na.. ten... na maile...Albo nie, czekaj... Nie zmieści się, bo ta szpara w skrzynce... za ciasna... nie rozepchniesz jej... Wrzuć mi ją do... do... albo rzuć przez płot, w krzaki, na lewo, pod rododendron... Tak, taki wyjebiście duży...
Czekaj, bo ja teraz w kolejce stoję... co to ja miałam kupić do tych kabaczków... Asia, weź otwórz ten zeszyt, poszukaj przepisu i podyktuj mi szybko składniki, ale już, nie ociągaj się Ty stara lampucero... Ok...
Kabaczek, no tak, przecież jak kabaczki faszerowane, to musi być kabaczek...
- Dwa kabaczki wezmę!
- Nie ma...
Aśka, nie ma kabaczka... Co robić? No ja też nie wiem... Kabaczki faszerowane bez kabaczka chyba się nie udadzą... Słuchaj, a jest tam coś napisane, co można zamiast tego? Czasami robię takie sprytne notatki, gdzieś na marginesie... Co? Pisze tam coś? Głośniej Aśka, śniadania nie jadłaś? Co? Co Ty mówisz? Jolie ma dwa arbuzy? Jakaś nowa dieta? Arbuzowa? Aaa, że sobie powiększyła... Ja też sobie zrobię... No... No tak... Nie mówiłam Ci, bo to jeszcze wiesz... top secret ściśle tajne przez poufne tajemnica twierdzy szyfrów... Tylko nie mówi nikomu, bo jakby co, to ja na diecie byłam i mi od tej diety urosły, tak będę mówiła... No... To może ja kupię arbuzy... arbuzy faszerowane, chyba też dobre, co?
- Dwa arbuzy
- Coś jeszcze
- Tak tak, jeszcze... Ty, co jest dalej na tej liście? Pamiętasz Grażynę? No, tą dziwkę z Mickiewicza. Wiesz z kim ona teraz jest? Z Piłatem! Aśka, skup się kurwa mać. Nie od żadnego Jezusa! Piłat się nazywa. Czy prawnik? A skąd ja mam wiedzieć czy prawnik. Wiem, że nadziany i przylać lubi swoim babom... Ona teraz tylko leży w apartamentach na Zielonej i pachnie. No tak, mówiłam Ci. Nieźle umie się sprzedawać prostytuta... jak to prostytuty mają w zwyczaju. Najpierw cały ten denny świat pociesza ją, po tym jak Edward jej przypierdolił i zrzucił ze schodów...No.. że nie jest z tym wszystkim sama i inne takie banały, a parę miesięcy później błaga na kolanach, by inny fiut, bodajże jeszcze bardziej agresywniejszy, wyrżnął ją tak samo, na wszystkie strony świata, jak ten Edward. Zero szacunku i honoru. Ale czego się spodziewać... Aśka... No czego...No... Co tam jeszcze do tych kabaczków? Papryczki... to ile tych papryczek mówiłaś? Czyli trzy papryczki jeszcze!
- Proszę...Coś jeszcze?
- Ale co mi tu Pani dała? Takie małe te papryczki? W sumie niech będą, oszczędniej wyjdzie, bo małe to chyba tanie...
- Małe i ostre
- O, to będą dobre te papryczki
Aśka, co tam dalej masz w przepisie? Pomidory... Ok
- Pomidorów trochę
- Ile trochę
- Czekaj Pani... Aśka, ile tych pomidorów? Pięć ? Pięć kilo? Pojebało Cię? Aaaa pięc sztuk... Ok...
Pani niech da kochana 5 sztuk, takie najlepsze z najlepszych, the best of the best
- Wszystkie są dobre
- Dobra tam... Aśka, wiesz, na co ja szykuję te kabaczki? Imprezę mam. Teściowa mi zdechła, przepraszam, zmarło jej się... No, nareszcie nareszcie. Dziesięć lat czekałam i się w końcu doczekałam... Prezent na Dzień Dziecka... Co na co? Na co jej się zmarło? Bo ja wiem... Zawał chyba... Jak to czego zawał?Aśka, zawał to tylko serca, niczego innego... No... No... No tak... No... No i po pogrzebie jest impreza, a ja mam zrobić katjering... Zjadą się świnie z całej Polszy Rzeczypospolitej ludowej, w garniakach od polskich Chińczyków, żeby złożyć pożal się kurwa mać kondolencje, a każdy wie, że ta moja teściowa wciskała gówno każdemu i jej za to płacili gruby szmal... No tak, Bronkowi, co to się teraz buduje w szczerym polu, bo teraz na naturę, brak zasięgu, prądu i wody jest moda... kiedyś teściowa sprzedała auto, ponoć miało być bezawaryjne i z gwarancją jakości... zapłacił i jak się okazało, gwarancja kończyła się po wyjeździe z posesji... Ledwo wyjechał i strzelił mu chuj pod maską. Remont silnika. Kapitalny. A teściowa uhahana siedzi na leżaku i piwko popija. No tak... Taka z niej była lala. No... A teraz wio do piachu, niech ją zjedzą robaki, skorupiaki i pędraki... Impreza będzie... A jak impreza to w korycie żarcie musi być... Daj spokój... no i te kabaczki chciałam zrobić... Co mówisz? Mięso kupić? Wiesz, że ja wegetarianka jestem... Od kiedy... a od wczoraj dokładnie... Wiesz co, to ja zrobię ten farsz z ryżu i parówek, bo przecież parówki to nie mięso, co nie? No...
- Ryż jeszcze wezmę i parówki
- To warzywniak, mięsa tu Pani nie dostanie...
- Jak to, przecież parówki to nie mięso, co też Pani... No to zamówić trzeba, musicie iść z duchem czasu...
- Wszystko?
- Momento... Aśka, wszystko do tych kabaczków? To tylko cztery rzeczy na to idą? Resztę już mam? Skąd wiesz? Zaznaczone na liście? Aha... No to jak tam napisane, że mam, to znaczy, że mam, a jak nie mam, to przyjdę i kupię, jeśli mieć nie będę, chociaż Tobie Aśka wierzę na słowo, bo gdybym nie wierzyła, to bym chyba zwariowała i spojebaniała na maksa... Ok, niech Pani to ładuje... Wiesz co Aśka, ja chyba i tak gotowego dzika kupię... Świnia świnię zje, co nie?
Wszystko...
- O, to będą dobre te papryczki
Aśka, co tam dalej masz w przepisie? Pomidory... Ok
- Pomidorów trochę
- Ile trochę
- Czekaj Pani... Aśka, ile tych pomidorów? Pięć ? Pięć kilo? Pojebało Cię? Aaaa pięc sztuk... Ok...
Pani niech da kochana 5 sztuk, takie najlepsze z najlepszych, the best of the best
- Wszystkie są dobre
- Dobra tam... Aśka, wiesz, na co ja szykuję te kabaczki? Imprezę mam. Teściowa mi zdechła, przepraszam, zmarło jej się... No, nareszcie nareszcie. Dziesięć lat czekałam i się w końcu doczekałam... Prezent na Dzień Dziecka... Co na co? Na co jej się zmarło? Bo ja wiem... Zawał chyba... Jak to czego zawał?Aśka, zawał to tylko serca, niczego innego... No... No... No tak... No... No i po pogrzebie jest impreza, a ja mam zrobić katjering... Zjadą się świnie z całej Polszy Rzeczypospolitej ludowej, w garniakach od polskich Chińczyków, żeby złożyć pożal się kurwa mać kondolencje, a każdy wie, że ta moja teściowa wciskała gówno każdemu i jej za to płacili gruby szmal... No tak, Bronkowi, co to się teraz buduje w szczerym polu, bo teraz na naturę, brak zasięgu, prądu i wody jest moda... kiedyś teściowa sprzedała auto, ponoć miało być bezawaryjne i z gwarancją jakości... zapłacił i jak się okazało, gwarancja kończyła się po wyjeździe z posesji... Ledwo wyjechał i strzelił mu chuj pod maską. Remont silnika. Kapitalny. A teściowa uhahana siedzi na leżaku i piwko popija. No tak... Taka z niej była lala. No... A teraz wio do piachu, niech ją zjedzą robaki, skorupiaki i pędraki... Impreza będzie... A jak impreza to w korycie żarcie musi być... Daj spokój... no i te kabaczki chciałam zrobić... Co mówisz? Mięso kupić? Wiesz, że ja wegetarianka jestem... Od kiedy... a od wczoraj dokładnie... Wiesz co, to ja zrobię ten farsz z ryżu i parówek, bo przecież parówki to nie mięso, co nie? No...
- Ryż jeszcze wezmę i parówki
- To warzywniak, mięsa tu Pani nie dostanie...
- Jak to, przecież parówki to nie mięso, co też Pani... No to zamówić trzeba, musicie iść z duchem czasu...
- Wszystko?
- Momento... Aśka, wszystko do tych kabaczków? To tylko cztery rzeczy na to idą? Resztę już mam? Skąd wiesz? Zaznaczone na liście? Aha... No to jak tam napisane, że mam, to znaczy, że mam, a jak nie mam, to przyjdę i kupię, jeśli mieć nie będę, chociaż Tobie Aśka wierzę na słowo, bo gdybym nie wierzyła, to bym chyba zwariowała i spojebaniała na maksa... Ok, niech Pani to ładuje... Wiesz co Aśka, ja chyba i tak gotowego dzika kupię... Świnia świnię zje, co nie?
Wszystko...
2 komentarze:
niczym Mariolka z Paranienormalnych :)
A taki prezent na dzień dziecka hm... kuszące ;)
Lidka
Żyjesz?????
Prześlij komentarz